This site uses cookies

We use the information stored by cookies for statistical purposes and to adapt the site to individual needs of users. Cookies may also be used by research companies we cooperate with and suppliers of multimedia applications. You may change cookie settings in your web browser.

Using the website without changing the settings for cookies means that they will be saved in the device memory. For more information see our Cookies policy.

close

Current issue:

Current issue

Back

angielskipolskiniemiecki

angielski
When I pass by

Whenever I pass by a certain building in ul. Starowiślna, where Paulina and Tadeusz once lived, I recall the unusual story of two modest people, thanks to whom many Jewish lives were saved during the Second World War. Their flat does not exist any more and my friends, in whose names a ‘memory tree’ grows far away, are no longer with us either.
They were a young married couple when they decided to join the struggle to save the lives of people they hardly knew and who were condemned to death just because they were Jewish. Paulina and Tomasz organised the transit of people who others had heroically led out of the ghetto. The members of the group involved did not even know one another, as they never met directly. A group of people was met in a pre-arranged place and taken to the railway station clad in shawls and scarves, which covered their ‘embarrassing’ Jewishiness – the eyes that were too dark and the faces that were too Semitic. Everywhere was the danger of being unmasked, the hatred of pointing fingers, and the shout – “Jews!”
They travelled with them on overnight trains from Cracow to Zakopane – always separately. When Paulina was escorting a group, Tadeusz was taking care of their children, or vice versa. No, they could not tell me how many groups they had escorted. They simply could not remember. They did not keep a record, and with the passing of time the details disappeared. They said that what they had done was nothing extraordinary, and that they had only been a link in a chain of courageous people saving other peoples’ lives. They would take their escorts to Biały Dunajec, where, in a highlander household the night passengers, clutching small bundles of the remains of what they once owned, spent a day in a root cellar, usually used to store potatoes, waiting for the night and the opportunity to cross the green border into Czechoslovakia. In the evening a man would appear, the next link in the chain of help, who guided the terrified and tormented Jews through the forest and the wilderness to life. Once a thief took the bundles, leaving their owners without even modest supplies of food and clothing. But it was a merciful thief! He took the bundles, but left the lives.
I heard many other interesting stories from the heroic couple. About a disabled person who had to be carried on someone’s shoulders through the forest to the border, about getting off at a wrong station and having to walk with a group of little children for many kilometres in broad daylight. Once, when a group was given a lift on a cart by a passing farmer, Paulina was not sure where they would end up. But it was a noble driver, who pretended he did not realise who he was transporting.
The rescued never forgot about Paulina and Tadeusz, and later many gave testimony to their heroic deeds. They found them in their modest flat in Cracow and thanked them with tears in their eyes for saving their lives at the risk of their own. Neither of those ‘righteous among the nations’ is with us any more. Let this short reminder express admiration and respect for their heroism in those horrible times when people caused so much suffering to other people.

polski
Kiedy tamtędy przechodzę...

Kiedy przechodzę teraz obok jednej z kamienic przy ul. Starowiślnej, gdzie na parterze niegdyś mieszkało małżeństwo – nazwijmy ich Pauliną i Tadeuszem – przypominam sobie niecodzienną opowieść dwojga skromnych osób, dzięki którym między innymi uratowano wielu Żydów podczas ostatniej wojny. Nie ma już ich mieszkania, nie ma także z nami moich dawnych rozmówców, których „drzewko życia” rośnie daleko stąd.
Byli młodym małżeństwem, kiedy oboje zdecydowali się na włączenie w walkę o ratowanie nieznajomych im ludzi, skazanych na śmierć tylko dlatego, że byli Żydami. Paulina i Tadeusz współorganizowali przewożenie osób, które ktoś inny, bohatersko wyprowadzał z getta. Cała grupa włączona w tę akcję nie znała się nawzajem, nigdy nie spotykała bezpośrednio. W umówionym miejscu odbierali grupę ludzi, i prowadzili na dworzec kolejowy, umieszczając ich w wagonach, możliwie szczelnie okutanych w rozmaite chusty, szaliki, aby przykryć „kompromitującą” żydowskość, zbyt czarne oczy, zbyt semickie rysy twarzy. Wszędzie bowiem, groziło zdemaskowanie, wskazanie nienawistną ręką, i okrzyk – to jest Żyd!
Jeździli z nimi nocnym pociągiem na trasie Kraków – Zakopane, zawsze osobno, kiedy jechała z grupą Paulina, Tadeusz opiekował się dzieckiem, i odwrotnie. Nie, nie potrafili mi powiedzieć ile grup przewieźli, nie pamiętali tego. Nie prowadzili przecież rejestru takich działań, a w miarę upływu czasu, pamięć zacierała szczegóły. Zresztą, twierdzili, że ich działalność nie była niczym nadzwyczajnym, że byli tylko jednym z ogniw łańcucha odważnych osób, ratującego czyjeś życie. Dowozili grupy do Białego Dunajca, gdzie na terenie jednego z góralskich gospodarstw w ziemnej piwnicy gdzie przedtem trzymano ziemniaki, nocni pasażerowie przeczekiwali światło dnia, ściskając w ręku malutkie tobołki z resztkami swego dawnego życia, czekając na nocną przeprawę przez zieloną granicę do Czechosłowacji. Wieczorem pojawiał się człowiek, następne ogniwo łańcucha pomocy, i lasami, bezdrożami prowadził udręczonych, przerażonych Żydów ku życiu.
Kiedyś zdarzyło się, że złodziej zakradł się po owe tobołki, zostawiając ludzi bez skromnych zapasów żywności na drogę i ciepłej odzieży. Ale był to złodziej łaskawy! Zabrał tobołki, zostawił życie...Wiele jeszcze ciekawych opowieści usłyszałam od bohaterskiego małżeństwa, o przeprawie osoby niepełnosprawnej, niesionej na ramionach przez las ku granicy, o pomyleniu stacji kolejowej i konieczności wędrowania z grupą wiele kilometrów w niebezpiecznej dla wszystkich jasności dnia w dodatku z małymi dziećmi. Kiedy umęczoną gromadkę zabrał na wóz przejeżdżający gospodarz, Paulina z przerażeniem myślała dokąd właściwie tym razem dojadą. Ale Stwórca wszystkich istot, zesłał im szlachetnego woźnicę, który udawał bohatersko, że zupełnie się nie domyśla kogo wiezie.
O Paulinie i Tadeuszu po latach nie zapomnieli niektórzy uratowani, dając świadectwo ich działalności. Odnaleźli ich w Krakowie, dotarli do skromnego mieszkania, ze łzami w oczach dziękując za pomoc w ratowaniu ich życia, z narażeniem własnego. Nie ma już wśród nas tych dwojga „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, niechże to krótkie wspomnienie, chociaż częściowo wyrazi podziw i szacunek dla ich bohaterstwa w tych strasznych czasach, kiedy ludzie ludziom zgotowali tyle cierpień i dramatów.

niemiecki

Während des letzten Weltkrieges haben manche Menschen das Leben gefährdeter Juden heldenhaft gerettet. Zu diesen gehörte auch ein junges Ehepaar, Paulina und Tadeusz, die mit Nachtzügen mehrere Gruppen von Flüchtlingen aus dem Getto an einen in den Bergen gelegenen Ort brachten. Unter Gefährdung ihres eigenen Lebens und des ihrer Schützlinge führten sie die Juden in einen Goralen-Bauernhof, wo diese in einer Erdhütte auf die nächste Nacht warteten, um dann über die Grenze zu flüchten. Durch die unwegsame Gegend, auf einer nur ihm bekannten Route wurden sie durch einen anderen heldenhaften Menschen, ein weiteres Glied dieser Lebenskette, in die Tschechoslowakei geleitet. Selbstverständlich haben sich die Personen, die diese aus dem Krakauer Getto bis ins Ausland führende Flucht organisiert hatten, nie getroffen, nicht miteinander gesprochen und auch nie kennen gelernt. Es galt das Prinzip der tiefen Konspiration, denn für jede dieser Handlungen drohte seitens des Okkupanten der Tod. Paulina und Tadeusz haben das Ende des Grauens der Okkupierungszeit erlebt, sie wurden auch mit dem Orden „Gerechter unter den Völkern”. ausgezeichnet. Jetzt sind sie nicht mehr unter uns. Lassen wir daher durch diese kurze Erinnerung das Gedenken an sie und andere Personen bewahren, die oft ihnen unbekannten Personen, die der Okkupant zum Tode verurteilt hatte, nur weil sie Juden waren, das Leben gerettet haben.

Information published at 30 November 2008