This site uses cookies

We use the information stored by cookies for statistical purposes and to adapt the site to individual needs of users. Cookies may also be used by research companies we cooperate with and suppliers of multimedia applications. You may change cookie settings in your web browser.

Using the website without changing the settings for cookies means that they will be saved in the device memory. For more information see our Cookies policy.

close

Current issue:

Current issue

Back

angielskipolskiniemiecki

angielski
In search of small shops...

In search of small shops... Shopping malls, monstrous spaces with teeming crowds of people and long queues at the tills. Rattling shopping trolleys full to the brim and whole families attached to them. A long search for the required aisle, shelf, counter, basket. Cheaper here, more expensive there. Promotions, sales, bargains. Fatigue and confusion. No one to give advice or chat to the customer. The staff roller blade madly, the tired checkout assistants barely look at you, feeling too weak to say anything that is not absolutely necessary. Haste. Irritation. The same in every town, everywhere … .
I always look for small shops. Władzia`s, where vegetables freshly delivered from the farm are sold. Kazio`s, where advice concerning which battery to buy will be given. Krysia`s, where I will be frankly told that a particular colour does not suit me and, perhaps, it would be better to try on the blue blouse instead of the red one. Krysia has time. She will chat with you, woman to woman. Kazio will advise you where to look for an electrician who will not fleece you. He knows I will drop by again when I need help. In Władzia`s shop you can talk about how to make a salad and why tomatoes should not be mixed with cucumbers.
The last of the Mohicans. Small shops are disappearing one after another. The dark antique shops full of all sorts of things which attract your attention. Old books, a painting clumsily depicting someone`s face or a magnificent casket.
Every Sunday Kazimierz`s Plac Nowy (the New Place) is a place where antique objects, clothes, shoes, and innumerable other items are sold. The crowd teems there too, but you can talk to people, bargain, choose things, taking as long as you wish. Someone is trying on a pair of trousers, another a dress, hiding in a nook behind a pile of clothes and peeking into a broken mirror. A special atmosphere. Yes, it is possible to have a snack there too. Naturally, at Endzior`s. Those who often visit Kazimierz know where I mean. Rumour has it that they serve the biggest portions and the tastiest pork chops in town.
I am looking for small shops. The last of the Mohicans. There used to be a doll clinic in ul. Starowiślna, where ‘sick’ dolls were treated. Some of them had broken legs and arms, were missing an eye or some hair. An elderly ‘doctor’ specialising in sick toys stood behind the counter. The ‘patients’ waited their turn on the shelves. Dolls, large and small, legless, headless. A puppet clown. One lonely teddy bear … The doll doctor does not exist any longer. Nor does the clinic. Broken dolls are just thrown into a rubbish bin. What is left is only the memory and an old photo.
I am looking for small shops...

polski
W poszukiwaniu małych sklepików...

Wszędzie tzw. galerie, wielkoprzestrzenne molochy z kłębiącym się tłumem i kolejkami do kasy. Turkocą wózki wyładowane po brzegi a do nich przyklejona rodzina. Głośno. Tłoczno. Długie poszukiwania właściwego przejścia, półki, lady, kosze. Tu taniej, tam drożej. Promocje, przeceny, okazje... Zmęczenie i dezorientacja. Nikt nie doradzi, nie pogada z klientem. Obsługa pędzi na rolkach, kasjerki ze zmęczenia ledwie patrzą, nie mają siły na zbędne słowa. Pośpiech. Zdenerwowanie. W każdej dzielnicy, w każdym mieście tak samo.
A ja szukam małych sklepików. Pani Władzi sprzedającej warzywa prosto od producenta. Pana Kazia, który doradzi jaką baterię kupić. Pani Krysi, która uczciwie powie – w tym kolorze nie jest pani do twarzy. Może raczej wybrać tą błękitną bluzkę zamiast czerwonej? – Pani Krysia ma czas. Pogwarzy jak baba z babą. Pan Kazio doradzi, gdzie znaleźć elektryka, który nie zedrze z nas skóry. Pan Kazio wie, że przyjdę tu także następnym razem. U pani Władzi można pogadać, jak najlepiej przyrządzić sałatkę jarzynową i dlaczego nie należy łączyć ogórków z pomidorami.
Ostatni Mohikanie. Znikające małe sklepiki. Mroczne antykwariaty pełne różności, do których oczy się rwą. Stare książki, obrazy z czyjąś podobizną namalowaną niezdarnie, wybitnej piękności puzderko.
W każdą niedzielę na kazimierskim Placu Nowym kwitnie handel starociami, ubraniami, butami itp. Tłum tu się także kłębi, ale można pogadać, potargować się, wybierać, ile się chce. Ktoś przymierza spodnie, ktoś w zakamarku za stertą ubrań, zakłada sukienkę zerkając w rozbite lustro. Szczególna atmosfera. Owszem, można też coś zjeść. Oczywiście u Endziora! Kto bywa na Kazimierzu, wie o kim mówię. Podobno największe porcje i najsmaczniejsze kotlety w mieście.
Poszukuję małych sklepików. Ostatnich Mohikanów. Kiedyś, przy ulicy Starowiślnej był zakład leczenia chorych lalek. Miały połamane nóżki, brakowało im czasem jednego oka, lub włosów. Za ladą stał starszy pan doktor od chorych zabawek. Na półkach czekali pacjenci. Lalki duże i malutkie. Bez nóg, bez głowy. Jakiś pajacyk. Jeden samotny miś... Nie ma już dawno pana doktora od lalek. Nie ma szpitalika, zepsute lalki wyrzuca się do śmieci. Została pamięć i stare zdjęcie.
Poszukuję małych sklepików...

niemiecki
Auf der Suche nach Kleinläden...

Überall die so genannten Galerien, großräumige Monster mit einer sich zusammenballenden Menschenmenge und Schlangen an den Kassen. Die bis zum Rand gefüllten Trolleys und die daran geklebten Familien. Laut. Gedränge. Langes Suchen nach der richtigen Straße, dann Fächer, Theken und Körbe. Hier teurer, da wiederum billiger. Promotionen, Preisreduzierungen, Angebote.... Müdigkeit und Verwirrung. Niemand berät den Kunden, niemand plaudert mit ihm. Die Bedienung rast mit Inlineskaters vorbei, die Kassiererinnen können vor Müdigkeit kaum noch sehen, sie haben keine Kräfte mehr für entbehrliche Worte. Hektik, Aufregung. In jedem Stadtteil, in jeder Stadt immer dasselbe.
Und ich suche nach Kleinläden, nach Frau Władzia, die Gemüse direkt vom Erzeuger verkauft, nach Herrn Kazio, der berät, welche Batterie ich kaufe soll, nach Frau Krysia, die ehrlich sagt, diese Farbe steht Ihnen nicht. Vielleicht wäre es besser, diese blaue statt der roten Bluse zu nehmen? Frau Krysia hat Zeit. Sie plaudert von Frau zu Frau, Herr Kazio weiß, wo man einen Elektriker findet, der uns nicht das Fell über die Ohren zieht. Herr Kazio weißt auch, dass ich hier nächstes Mal wiederkomme. Mit Frau Władzia kann man klönen, wie man am besten einen Gemüsesalat zubereitet und warum man Gurken nicht mit Tomaten verbinden soll.
Die letzten Mohikaner. Die verschwindenden Kleinläden. Düstere Antiquariate, voll mit allem Möglichen, das die Blicke anzieht. Alte Bücher, Bilder mit jemandes Porträt, eine Schatulle von besonderer Schönheit.
Jeden Sonntag floriert auf dem Platz Nowy in Kazimierz der Trödelmarkt. Hier rotiert auch eine Menschenmenge, aber man kann quasseln, feilschen und aussuchen, wie viel man will.
Jemand probiert eine Hose an, jemand zieht in einer Ecke, hinter einem Kleidungsstapel, ein Kleid an und wirft den Blick in einen angeschlagenen Spiegel. Eine besondere Atmosphäre. Man kann auch etwas essen, selbstverständlich bei Endzior! Wer nach Kazimierz kommt, weiß wen ich meine. Dort soll es die größten Portionen und die schmackhaftesten Koteletts in der Stadt geben.
Ich suche nach Kleinläden, nach den letzten Mohikanern. Einst gab es in der Straße ul. Starowiślna eine Klinik für kranke Puppen. Sie hatten gebrochene Beine, es fehlte ihnen manchmal ein Auge, manchmal hatten sie keine Haare. Hinter der Theke stand ein älterer Herr Doktor für kranke Spielsachen. In den Fächern warteten die Patienten – Puppen – groß und ganz klein, ohne Beine, ohne Kopf. Dazwischen auch ein Hampelmann, ein einsamer Teddybär... Den Herrn Doktor gibt es schon lange nicht mehr, auch das kleine Krankenhaus gibt es nicht mehr. Kaputte Puppen werden in den Müll geworfen. Was übriggeblieben ist, sind die Erinnerung und die Bilder.
Ich suche nach den Kleinläden...

Information published at 1 November 2009